Menu

Skarby i blaski życia

Luźne rozważania z codziennego życia. Dodatkowo elementy autorskiej poezji Michała Szewczyka

Żeby nie było...O "Sztuce kochania"

broker92

Poniedziałek, 14 sierpnia

Żeby nie było samego smęcenia (w kolejnym wpisie, pewnie już będzie), dziś napiszę o filmie Marii Sadowskiej, "Sztuka kochania".

To był mój powrót do kina, po piętnastu latach nieobecności. O Michalinie Wisłockiej, wiedziałem tylko tyle, że żyła i że jest uznana za eksperta w dziedzinie seksu. Określenie "Pani od seksu" nie było mi obce, jednak tematu nie zgłębiałem nigdy wcześniej, gdyż zwyczajnie nie czułem takiej potrzeby. Dlaczego poszedłem na "Sztukę kochania"? Wiadomo; seks w każdym wydaniu (książka, film) jest niczym zakazany owoc, który zawsze smakuje najlepiej. Poza tym widziałem zwiastun zarówno w wersji ocenzurowanej jak również pozbawionej cenzury.

Film był sukcesywnie promowany, postać z goła nieco kontrowersyjna, na film poszła moja siostra i tak oto stwierdziłem, że ja też mogę iść. Wybrałem seans niedzielny, wieczorny, bodajże trzydzieści minut po dwudziestej. Nie obyło się bez małej wpadki, którą jednak udało się obrócić w żart, dzięki życzliwości ludzi. Film pokazuje prawdziwą Michalinę. Wisłocka szuka miłości. Godzi się na życie w trójkącie, by zatrzymać przy sobie ukochanego mężczyznę, który potem i tak oświadcza się drugiej partnerce a przy tym przyjaciółce lekarki.

W "Sztuce kochania" nie chodzi tylko o seksualną rewolucję. Była ona trudna i jest aktualna do dzisiaj. Sztuka Kochania to nie tylko sceny seksu, to też poszukiwanie przez główną bohaterkę samej siebie. Może nawet przede wszystkim. Film poruszający, momentami zabawny. Dramat lecz bardzo realistyczny, w końcu oparty na autentycznej historii. Piękny. Sceny erotyczne zaprezentowane są w sposób nie wulgarny, estetyczny. "Sztuka kochania" nie jest artystycznym filmem pornograficznym, lecz dającym do myślenia, emocjonalnym filmem fabularnym.

spectacularroom1727890__340

© Skarby i blaski życia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci